miodowe kosmetyki

Tagi

, ,

Miód – szlachetna słodycz, nie ma co do tego wątpliwości. Ale też odżywczy i kojący składnik kosmetyczny. Wiedząc to, już kilka lat temu podjęliśmy próby wzbogacenia naszej oferty o kosmetyki. Była więc współpraca z firmą z południa Polski, Koraną, która korzysta i z bogactwa naturalnych produktów pszczelich, i z nowoczesnych osiągnięć kosmetyki. Dziś idziemy o krok dalej: pożytkujemy naszą wieloletnią już przyjaźń z Anią Cherry Belle i proponujemy fanom naszego miodu wsmarowywanie go w siebie w postaci ręcznie wytworzonych, całkowicie naturalnych kosmetyków.

Z Anią poznaliśmy się na planie filmu „Podnieść się, by nie upaść” Darka Landowskiego, gdzie ja grałam główną bohaterkę, a Ania – siebie, czyli wokalistkę zespołu Sellisternium. Nawiasem mówiąc, bardzo dobrą wokalistkę, docenioną m.in. w rankingu Antyradia, w którym znalazła się w topowym towarzystwie.

Ewa Piątek, Dariusz Landowski, Anna Pietrzak / Cherry Bell / Sellisternium

Ewa Piątek, Dariusz Landowski, Anna Pietrzak (Sellisternium)

 

Później kręciliśmy razem z Sellisternium teledyski, np. Creepy and different.

 

Spotykałyśmy się też na akcjach w duchu vege, Beauty without cruelty, gdzie Cherry Bell opowiadała o kosmetykach naturalnych i nietestowanych na zwierzętach, i uświadamiała słuchaczom jaka jest ciemna strona powszechnie dostępnych w drogeriach marek.

Cherry Belle - Beauty without cruelty

Znajomość ta jest więc, jak widać, wielowymiarowa, a skoro już od jakiegoś czasu Cherry Bell działa w swoim domowym laboratorium i sama tworzy kosmetyki, nie pozostaje nic innego, jak poprosić, by stworzyła coś wspólnie z Pasieką Dredziarza! Tym samym od dziś proponujemy i z głębi serca polecamy trzy miodowe cuda!

  • Miodowo-kokosowe nawilżające masło do ciała z olejem jojoba i olejkami eterycznymi
  • Orzechowo-miodowy odżywczy olejek do ciała
  • Kawowo-miodowy słodki peeling do twarzy z brązowym cukrem i olejem z nasion kawy

Pasieka Dredziarza na festiwalu Przyroda Warta Poznania

Tagi

, , , ,

Za nami aktywna i emocjonująca niedziela. Wybraliśmy się do Poznania, by wziąć udział w panelu dyskusyjnym pod hasłem „Jak pisać o przyrodzie?” w ramach Festiwalu Przyroda Warta Poznania. Do wystąpień publicznych tego typu co prawda nie przywykliśmy i  po drodze towarzyszyło nam pewne poczucie ryzyka, że nagle zeżre nas trema i nic z siebie nie wydukamy… ale na miejscu okazało się, że bardziej stresogenne niż dyskusja będzie szukanie miejsca parkingowego w pobliżu World Trade Center 😉 Na festiwalu panowała kojąca, rodzinna atmosfera i od progu właściwie powitani zostaliśmy pozytywnymi uwagami na temat książki i onieśmielającymi prośbami o autografy.

O tym jak pisać o przyrodzie i czy warto to robić, a także o paru innych sprawach porozmawialiśmy w doborowym towarzystwie. Byli z nami: Dr Andrzej Kruszewicz (dyrektor warszawskiego ZOO, ornitolog, autor wielu książek o ptakach), Stanisław Łubieński (autor nagrodzonej w 2017 roku Nagrodą Nike Czytelników książki „Dwanaście srok za ogon”) i Jacek Karczewski (prezes stowarzyszenia Ptaki Polskie), a spotkanie poprowadziła Paulina Surniak. I choć nie obyło się bez zgrzytów i ciężkich tematów, takich jak łowiectwo, finał rozmowy był optymistyczny. Podsumowując aktualną modę na książki o przyrodzie, doszliśmy do wniosku, że jest ona odpowiedzią na bardzo niepokojące zjawisko: deficyt kontaktu człowieka z naturą. Świadczy jednak być może o zmianach na lepsze. Podsuwa nowe pomysły na naukę o przyrodzie, spotykanie się z nią, dbanie o nią. Czyżbyśmy powoli zaczynali dokopywać się do tej zagubionej jedności ze światem zwierząt i roślin?

Poniżej zdjęcia autorstwa Marty Konek – dziękujemy!

recenzje Pasieki Dredziarza

Pozytywnych reakcji na naszą książkę „Pasieka Dredziarza” ciąg dalszy! Przybywa miłych recenzji. Postanowiłam zgromadzić je tutaj w postaci linków.

Ostatnio w opowieści Pawła o pracy w pasiece wciągnęła się Dorota – Ekoeksperymenty. Tym bardziej, że, jak przyznaje, myślała o założeniu pasieki przy okazji przeprowadzki na wieś (a nawet wcześniej). Z wielką miłością do przyrody i dzieląc się przy okazji kilkoma interesującymi skojarzeniami, książkę komentuje Przyrodniczka. Do przeczytania „Pasieki” wiosną, z kromalem chleba z miodem w ręce, zachęca czytelników Lego ergo sum. A nas… do pisania dalej namawia Bardziej lubię książki niż ludzi.

Natomiast pierwszą recenzją, którą z wypiekami na twarzy czytaliśmy krótko po premierze, zastanawiając się, czy oby na pewno wszystko wyszło dobrze, była ta oto, opublikowana na stronie Opętani Czytaniem. Uff, co za ulga!  🙂

***

Więcej recenzji:

Pasieka Dredziarza na Bookulele

 

nowa etykietka!

Tagi

, ,

Idzie wiosna, zaczyna się powoli nowy sezon! Połowa z nas (Paweł) szykuje się sprzętowo i już podpatruje, z jakim potencjałem startują do pracy pszczoły, a reszta (ja)… wymyśla różne inne, mniej pasieczne rzeczy, takie jak spotkania autorskie czy udoskonalanie etykiet na słoiki. I tu mamy newsa: słodką pszczółkę, do której stali klienci pewnie bardzo się przyzwyczaili, zastąpi małe dzieło sztuki! Będzie to owad narysowany przez Agatę Urbańską-Krasowską, naszą prawie-sąsiadkę, inicjatorkę Kultury w Szczerym Polu i marki Kurza Chata.

Agata jest osobą bardzo zapracowaną twórczo – zajmuje się ceramiką artystyczną, malarstwem, jeździ na targi rękodzieła, jarmarki, realizuje zamówienia galerii w całej Polsce, bierze udział w wystawach, prowadzi warsztaty… Kiedy jednak poprosiliśmy ją o artystyczną interpretację sylwetki pszczoły na rzecz naszych etykiet, nie odmówiła. Szur-szur – zaszalał patyczek, zawirował pędzelek i oto mamy na papierze kilka „robaczków” z klasą, narysowanych tuszem. Autorce bardzo dziękujemy, słoiczki sprzedawać będziemy teraz z dodatkową dawką dumy (bo dumni oczywiście już byliśmy – ze smaku zawartości:))

rys. Agata Urbańska-Krasowska

słodki feedback

Ostatnio prawie co dzień dostaję słodkie i miłe wiadomości – smsy, maile, wiadomości na facebookowego fanpage’a Pasieki Dredziarza. Wszystkie one dotyczą naszej książki. Sprawiają nam ogromną radość i… przynoszą ulgę w momentach, kiedy wątpimy, czy oby na pewno udało nam się wszystko ładnie i wciągająco opisać 🙂

Dziękujemy za dzielnie się wrażeniami i własnymi historiami! Cieszymy się z pozytywnych komentarzy, bo wygląda na to, że tym naszym pisaniem naprawdę zabieramy czytelników bliżej pszczół, lasu, łąki, ogródka, a nawet zasilamy marzenia o przeprowadzce na wieś czy zakupie własnych uli. Hurra! 🙂

Maila napisał na przykład Pan Przemek. W weekendy pomaga on w pracy bratu-pszczelarzowi i postrzega to zajęcie jako okazję, by „raczyć się zapachem wosku, kitu pszczelego okraszonego dymem ze starej wierzby prosto z podkurzacza”. Pszczoły także fotografuje i ponieważ dostaliśmy zgodę na publikację kilku zdjęć, czynimy to:

fot. Przemek Jankowski

Dziękujemy za miłe wiadomości! A wszystkim tym, którzy lekturę „Pasieki Dredziarza” dopiero planują życzymy przyjemnego czytania!

wiosna! oblot!

Wczoraj rano Paweł oznajmił nam: „Wiosna, moje panie!” i ruszył wymieniać pszczołom dennice. Miało właśnie miejsce to wielkie święto, którego każdy pszczelarz z niecierpliwością wyczekuje w lutym czy w marcu – wiosenny oblot. Wiosna? – nie dowierzałam. Zima, zwłaszcza w swojej szarej, deszczowej wersji, zawsze zdaje mi się ciągnąć niemiłosiernie i jakieś tam NIBYocieplenia nie ratują sytuacji. Kiedy jednak wyszłyśmy z Ninką na spacer, okazało się, że ta wiosna to autentyk! W powietrzu czuć ją było wyraźnie – przyroda zapachniała, a pszczoły bzyczały głośno przy ulach, na podwórku i na drodze. Zostałyśmy poza domem znacznie dłużej niż ostatnio i rozmarzyłam się już jak to będzie lada dzień: rzucić kocyk na trawę, rozstawić jakiś namiocik dla dziecka czy zbudować domek, czytać i bawić się na świeżym powietrzu. No i zabrać się za ogródek – dopowiedziałby Paweł, zawsze skupiony przede wszystkim na robocie 🙂

Ninka, która przez ostatnie miesiące tylko słuchała o pszczołach, oglądała je na obrazkach w książeczkach i bawiła się pluszowymi Guciami czy Majami, ma chyba obecnie dość wyidealizowany obraz owadów. Wczoraj goniła pszczółki między drzewami i na drodze, entuzjastycznie pokrzykując „bzzzz!” (a właściwie to „buuuuu”, ale od razu podaję tłumaczenie) i „pik pik pik” (żądlenie – też póki co wyidealizowane!).  Nie raz ją trzeba będzie pewnie w tym sezonie zatrzymywać w biegu do pasieki…

Po południu na spacer wyciągnął ją też Paweł. Na łące zobaczyli sarny, na niebie kilka kluczy ptaków („gę gę gę!” – Nina, przypadkiem albo i nie, słusznie stwierdziła, że to gęsi), pod lasem – zajrzeli w oczy zajączkowi („jącek”!). Wróciła zachwycona, a my – razem z nią, bo przyjemnie jest spojrzeć na otoczenie oczyma półtorarocznego dziecka. Nie mogę doczekać się wiosny, bo czuję, że dla Niny będzie ona, tutaj, na wsi, baśniowa. Mam właściwie nadzieję, że będzie mniej-więcej tak baśniowa jak Pawła dzieciństwo opisane w „Pasiece Dredziarza”… choć wolałabym, by tratwy Nina nie próbowała budować 🙂

o zdjęciach w książce

Tagi

,

Radość z książki „Pasieka Dredziarza” nas nie opuszcza; co dzień sięgamy sobie po naszą miodową lekturę i zerkamy na jakiś losowo wybrany fragmencik, by zobaczyć, jak wypadł w druku 😉 Dziś zupełnie nie wyobrażam sobie tej książki bez świetnych zdjęć Arkadiusza Wojtasiewicza, choć pierwotnie mieliśmy skorzystać jedynie z naszego prywatnego, skromnego (technicznie i artystycznie) archiwum.

Zdjęcia te powstały w ramach dwóch sesji na potrzeby artykułu Oli Chwastek do magazynu Kuchnia. Ponieważ już wtedy, latem 2017 roku, trwały prace nad książką, od razu poczuliśmy, że znakomite kadry Arka mogłyby znaleźć sobie jeszcze jedno, poza magazynem, miejsce na świecie 🙂 Później było pisanie, pisanie i jeszcze raz pisanie, ale na etapie finalizacji tekstu pomysł powrócił i tak naszej opowieści towarzyszą naprawdę klimatyczne i trafione obrazki z pasieki!

Oto kilka zdjęć. Więcej – oczywiście w książce 🙂

fot. Arkadiusz Wojtasiewicz

 

O pisaniu Pasieki Dredziarza

Tagi

, ,

Ostatnio brakuje czasu na rozmyślanie, pisanie, a nawet na robienie zdjęć. Przed nami jednak doniosłe wydarzenie – premiera książki „Pasieka Dredziarza„! I dlatego bardzo się postarałam, usiadłam późnym wieczorem (kiedy dzidzia zasnęła) z lampką miodu pitnego, zatrzymałam się w codziennym pędzie i kontempluję ten przedpremierowy nastrój.

Pisaliśmy przez ponad rok, oczywiście w wolnych chwilach (tzn. głównie dzięki pomocy mamy, która opiekowała się naszą córeczką, te wolne chwile pomnażając). Teoretycznie powinnam już więc być do myśli o premierze naszej książki przyzwyczajona, a jednak… zdumienie i radość o wysokiej świeżości mnie nie opuszczają! 🙂

Wszystko zaczęło się od pomysłu znajomej, Klaudii (dziękujemy Ci, Klaudio!). Poznałyśmy się kilka lat temu na tygodniowych warsztatach Teatru Chorea, które współorganizowałam w Miejskim Centrum Kultury w Bydgoszczy. Było cudownie, intensywnie, inspirująco… i kto by pomyślał, że znajomość ta zaprocentuje kiedyś jeszcze jednym zastrzykiem kreatywności w zupełnie innym kontekście! Klaudia, działając przy Wydawnictwie Poznańskim i śledząc naszego fanpage’a, zapytała mnie pewnego dnia, czy chciałabym napisać książkę o pszczołach. Pomyślałam: „Wow! Marzenia się spełniają!”. Miałam co prawda już na swoim koncie jedną książkę, ALE wydałam ją głównie dzięki swojemu uporowi i stypendium. Sytuacja, kiedy na starcie czułam merytoryczne, ideowe poparcie wydawnictwa wydawała mi się zjawiskowa!

Przez kilka miesięcy tylko zbieraliśmy pomysły i nagrywaliśmy rozmowy o pszczołach. Wreszcie po prostu zaczęliśmy pisać, zachowując oczywiście otwartość na nowe pomysły, próby mniej lub bardziej udane i… konieczność przepracowania przy komputerze wielu godzin. Pisząc, staraliśmy się nie tylko oddać klimat pracy w pasiece i przekazać kilka istotnych prawd z życia pszczół, ale też podzielić się swoim subiektywnym odbiorem życia na wsi. Dla mnie było to sporym wyzwaniem, bo mieszkam tu dopiero trzy lata, za wcześnie więc na podsumowania… mogłam natomiast podzielić się całą masą świeżych na tle ponad 30 lat spędzonych w mieście wrażeń.

O samym procesie pisania wspomniałam w książce, tutaj jedynie pragnę podziękować – i robię to, DZIĘKUJĘ! – ekipie z Wydawnictwa Poznańskiego za to, że na początku naszej wspólnej drogi obdarzyła nas ogromnym zaufaniem i po prostu pozwoliła pisać… a jednocześnie cierpliwie czekała na efekt końcowy, wierząc nam, że będzie dobry 🙂 Szczególnie dziękuję Sylwii Smoluch za opiekę w całym tym procesie. Kiedy ostatnio szukałam jakiegoś wątku w naszej korespondencji – bez powodzenia! – zdałam sobie sprawę z tego, że wymieniłyśmy między sobą ze sto maili. Sylwia zawsze znajdywała dla mnie czas i chyba nie przesadzę, jeśli uznam to za dowód bardzo indywidualnego i przyjaznego podejścia Wydawnictwa do autorów 🙂 No, w każdym razie, w twórczej atmosferze przez nie podsycanej czułam, że jako autorzy mamy coś ważnego do przekazania i nie było okazji do wątpienia 🙂

I jakby tego było mało, przy finale prac okazało się, że bardzo blisko książki – bo jako pierwsi czytelnicy i komentatorzy – zaistnieją pani Krystyna Czubówna i pan dr Andrzej Kruszewicz. Jako córka ornitologa-amatora z głosem tej pierwszej postaci, lektorki filmów przyrodniczych, zaznajomiona byłam od wczesnego dzieciństwa. Nazwisko postaci drugiej natomiast, autora licznych publikacji o tematyce ptasiej, nie raz mignęło mi pewnie w rodzinnej biblioteczce. Znów: Wow!

Cała ta nasza historia pisarsko-wiejska zdaje mi się dzisiaj taka wymarzona. Choć jesteśmy obecnie bardzo zapracowani (Paweł gorączkowo szykuje się do sezonu, oboje udzielamy się rodzicielsko, a ja zawodowo-kulturalnie), dzięki tej zbliżającej się premierze i pozytywnym odzewom na pierwsze zajawki książki na moment poczuliśmy się jak celebryci 😉

Mamy nadzieję, że choć pisać książkę moglibyśmy jeszcze rok czy dwa (bo każdy sezon to nowe przygody i przemyślenia), udało nam się w tym zamkniętym już tekście wyrazić naszą radość z tego gdzie i jak teraz żyjemy: oddać urok życia na wsi, wychowywania tu dziecka, klimat pracy przy pszczołach.

Miłej lektury!

>> Piszemy!